Tylko nie DISNEY!

 

gwiezdne wojny disneyDisney przejmuje Gwiezdne Wojny za 4 miliardy. Większość jak na razie hejtuje, bo boją się Myszki Miki z mieczem świetlnym, ale właściwie to nie wiedzą nawet dlaczego.

Oczywiście, jeżeli nie ma się żadnego argumentu, to zawsze dobra jest komercha. Że Disney chce wypuszczać nowe części co 2-3 lata i nie ma zamiaru kończyć na jednej trylogii. W sklepach będzie się walało od setek pluszaków z Jabbą, modeli statków do składania i plastikowych mieczów świetlnych. Bo przecież teraz tego nie ma, no nie? Lucas wykreował uniwersum, które daje zbyt wielkie pole do popisu innym, zdziwiłbym się więc, gdyby takowych zabawek nie było.

Drugim argumentem jest sama wytwórnia. Każdy, tylko nie Disney – twierdzą. Nie zgadzam się z tym, ponieważ uważam, że mimo wszystko korporacja ta ma świetne warunku do stworzenia nowych filmów o Galaktyce. Zwłaszcza jeśli chodzi o zasoby finansowe. W dobie kryzysu Disney szasta kasą w każdą stronę – przecież jeszcze niedawno przejęli Marvel, i to spod ich skrzydeł w kinach wylądowało Avengers. Dlatego jeśli chodzi o wytwórnię, nie mam żadnych wątpliwości- bo jeśli nie oni, to kto? Równie dobrze Star Warsy mogłyby zostać odstawiane na deskach byle jakich teatrów.

Ja się najbardziej boję o scenariusz filmu. Jak powszechnie wiadomo, kolejne części oparte będą na książkach A przynajmniej miałyby być. Bo jak dzisiaj przeczytałem, Disney jest za tym, aby… Ożywić Vadera. Jasne, świat fantastyki rządzi się swoimi prawami, ale bez przesady. To tak, jakby zrobić kolejnego Władcę Pierścieni i ożywić Golluma, bo był lawo-odporny. Przekombinowanie ze scenariuszem jest coraz to częstszym zjawiskiem. Boję się, że z kolejnej części Gwiezdnych Wojen zrobi się jedno wielkie romansidło, pełne prostackich prawd życiowych. Że kolejna wojna i zagrożenie Galaktyki będzie tylko tłem dla przedstawienia miłości nowych bohaterów. Jasne, miłość musi być, bo to nieodłączny element każdej historii. Grunt w tym, aby z nią nie przesadzić.

Mimo, że George Lucas sprzedał prawa do swojego cudownego dziecka, ciągle będzie miał wpływ na tworzenie filmu. I to jest nadzieja w tunelu. Co prawda twórca nie będzie miał już takiej władzy nad produkcją jak wcześniej, ale będzie stałym konsulatorem. Dlatego też nie bójmy się aż nadto, a starzy wyjadacze którym Disney przeszkadza niech przymkną jadaczki. Na tym polega biznes, każdy chce zarobić. A Gwiezdne Wojny to żyła złota, której potencjał jest nieograniczony.

A co wy myślicie o tej sprawie?

Reklamy