PPP – Polak Polaka Pozna

Wydaje mi się, że mamy to coś, czego nie mają ani na zachodzie czy wschodzie. I nie chodzi mi tu wcale o pierogi czy kobiety,  a… Dar zabawy.

Wierzcie mi, że byłem w wielu miejscach, jedynie jednak w Turcji spotkałem się z tak liczną grupą obcokrajowców. Byli chyba wszyscy – masa Niemców i Holendrów, Rosjanie, Anglicy, Słoweńcy, Czesi, Arabowie, Chińczycy i kilku Hindusów. Polaków było niewielu, może  trzydziestu z kilku setek wczasowiczów. Ale mimo to, że stanowiliśmy mniejszość, potrafiliśmy się odnaleźć jak mało kto.

Codziennie rano i po południu grałem w basenie w piłkę wodną. Ręce już mi odpadały, ale  ja szarpałem się dalej. Atmosfera była doskonała, głównie ze względu na to, iż za każdym razem ponad połowę uczestników stanowili… Polacy. Okazuje się, że Niemcy i Holendrzy, których było najwięcej, przybyli tam tylko po to, aby robić zadymy (których było kilka). Ewentualnie ci najspokojniejsi leżeli całymi dniami na leżakach i sączyli drinki. Rosjanie pokryci byli licznymi bliznami po dziesiątkach operacji plastycznych, zaś ich żony zakładały na plażę… Szpilki z 20-centymetrowym obcasem. Ba, nie tylko one. Ich córki chodziły czasami wręcz z gołymi dupami, a że nie wszystkie miały sylwetkę modelki, to widoki niebyły najprzyjemniejsze. Anglicy zaś jak to Anglicy – wiecznie tylko cieszyli gęby i oglądali telewizję. Kto czas spędzał w miarę aktywnie? Głównie Polacy. Ja rozumiem, ze jadę na wakacje aby odpocząć a nie się męczyć, ale bez przesady. Nawet leżenie do góry brzuchem i popijanie soczków może znudzić się po dwóch dniach, a co dopiero, jeśli mówimy o tygodniu lub dwóch!

Każdy mecz, każda gra dzięki obecnym rodakom zamieniała się w zabawę niemal na śmierć i życie, ale jednak ciągle zabawę. Nieważne, czy masz lat szesnaście, dwadzieścia czy czterdzieści. Każdy rzuca się na każdego, podtapiamy się aż miło, gdy zaś ktoś szybko przestawi bramkę, aby napastnik nie trafił, nikt się nie burzy, a wręcz przeciwnie. Wzbudza to tylko ogromne salwy śmiechu, które przebijały nawet chrapiących na leżakach Holendrów. Rywalizacja jest, nikt jednak wyniku nie bierze na serio, bo gramy po to, aby się dobrze bawić. I tak być powinno!

Dla odmiany, przyszedł raz pograć z nami jakiś Węgier. I gdy okazało się, że przegrywa różnicą sześciu bramek, obraził się i poszedł. Reszta drużyny zaś tylko zaczęła się śmiać, wrzucili bramkę do wody i dokończyliśmy mecz w jeszcze lepszej atmosferze.

Z tego się cieszę. Niektórzy stereotypowo narzekają (z czym ja walczę), jak się jednak okazuje, Polak Polaka pozna. To My rozbawiamy towarzystwo, integrujemy je i aktywnie spędzamy czas. Nie jest to wniosek wysnuty na podstawie kilku dni, ale również innych wyjazdów. Przykładowo, będąc kiedyś w Bułgarii, kilkuosobowa grupka naszych krajanów zaczynała wszelkie zabawy, nie puszczając obcokrajowców od stołu i kufla piwa. Mamy być z czego dumni, bo jak się okazuje, nie jesteśmy burakami zadufanymi w sobie, a narodem otwartym i towarzyskim.

 

Reklamy